Sprawa staje się niezwykle istotna, gdy uświadomimy sobie jak ważną rolę w życiu każdego Pustelnika muzyka odgrywa. Są ludzie, dla których mogłaby nie istnieć, a może raczej - nie jest w ich życiu ważna, czy ważniejsza. Są ludzie, którzy bez owego pobudzacza receptorów słuchowych nie wyobrażają sobie początku i końca dnia. Przyczynia się do przeżywania różnych stanów uczuciowych, czasem wycisza, czasem pozwala na odkrycie, że istnieje coś potężniejszego, od tego co ma się w środku. Tak jak dla jednych ważne są mecze Wisły, praca w korporacji, jedzenie grzybów, tak dla innych ważna jest muzyka. Może to kwestia wrażliwości, a może ludzka wewnętrzna różnorodność sprawia, że jedni kochają zbierać znaczki, inni uczyć się tabelek, a inni wolą grać muzykę.
Muzyka pustelnicza jest wyrazista, nienaznaczona bezpłciowością. Ekstremalna. Nie są to młodzieżowe dyskotekowe przytupy, pozytywne alt rockowe plumkanie z obowiązkowo homoseksualnym stylem wokalnym ani też bezemocjonalne, pozbawione treści i autentycznosci jazzowe granie wyczynowe ku uciesze zapatrzonych w swój gust elit intelektualnych, wbitych w marynarki od lat nastu. Nie ma tu zlepków czaderskich heavy metalowych riffów, przy których chce się podskakiwać ani disc dżokeja, który przekonuje nas, byśmy poczuli dziś ten beat. Nie ma kurwa tupania nóżką.
Muzyka nazywana mroczną, posępną, "nie dla normalnych", nie jest niczym więcej, jak tym co tkwi w samych ludziach. Kiedy mając naście lat odkrywamy jakie wibracje mamy w środku, szukamy ich w swoim otoczeniu. Jedni mają w sobie słodkie babskie wyjce, inni sam rytm do którego recytują, inni nie mają chyba nawet nic, a jeszcze inni mają jakieś gówna w które szkoda się zagłębiać. Nie wydaje się zatem słuszne twierdzenie, że muzyka silna, agresywna sprawia,
że słuchaczom pogarsza się nastrój. Po prostu niektorzy silniej odczuwają emocje.
Słuchając posępnej muzyki Pustelnik może niczym w zwierciadle zobaczyć gromadzące się w nim negatywne odczucia. Tak jak w przypadku innych form sztuki, w utworze może zobaczyć samego siebie, ujrzeć problemy, które normalnie nie doszłyby do jego świadomości. Jest w stanie stanąć oko w oko ze swoją ciemną stroną, uzyskać wewnętrzną równowagę.
Przejdźmy jednak do konkretów. W gust pustelnika najpełniej chyba wpasowuje się gatunek muzyczny zwany black metalem. Dawniej ekstremalna odmiana metalu, dziś w zasadzie odrębne zjawisko muzyczne. Gatunek pod względem muzycznym i lirycznym atrakcyjny dla różnego typu fanów muzyki klimatycznej, bądź psycholi (tzn. aktywistów chcących wprowadzić w życie wszystkie postulaty głoszone przez twórców BM). Jest to gatunek absolutnie wyjątkowy, trudno przyswajalny. Stopień przesterowania gitar, jadowite wokale oraz karabin perkusyjny utrudniają odbiór wszelkim neofitom. Pod względem muzycznym black metal naładowany taką ilością dysonansów, że można zamienić się w trytona.
Nie każdy zespół zasługuje jednak na naszą uwagę. Scena muzyczna jest niesamowicie przeładowana różnymi, często miernej jakości projektami. Aby zachwycić słuchacza, dany zespół powinien doskonale sprawdzać się pod względem warsztatu, przekazu a przede wszystkim konceptu. Pragnąc dać innym Pustelnikom pewne wskazówki w poszukiwaniach muzycznych, proponujemy dziś krótki wybór zespołów, które zdecydowanie zasługują na uwagę.
PUSTELNICYZM POLECA
Istapp, czyli po szwedzku sopel. Przekaz zespołu jest jasny. To całkowite zaprzeczenie dotychczasowego, obłudnego porządku świata. To wypowiedzenie otwartej,

PS. Nadeszły dobre wieści dla fanów zespołu. Na początku stycznia w Szwecji zanotowano najniższe od ponad 40 lat mrozy, osiągające ponad -40 stopni. Karnawałowi narciarze zamieniają się w sople. Hail Istapp!
Mord. Polski zespół z posępnej Norwegii.
Niszczyciel dobrego smaku i spokoj

głęboki, życiowy tekst. Coś pięknego.
Spluń na krzyż, w twej waginie ogień
Nektar menstruacji potęguje Bestii głód
Podnieś nóż, niech twa dusza spłonie
Oto czas zagłady życia u piekielnych wrót.
Posłuchaj o rozkoszy, jaka twe niewinne usta dały mi Tamtej nocy na cmentarzu, kiedy w blasku zniczy brałem cię Posłuchaj o swym upodleniu, o tym jak smakował ci mój kał O tym jak krzyczałaś z bólu, czując jak mój fiut rozrywał dupę twą
(Opus VIII - fragm.)
Carpathian Forest. Zespół, który reklamy nie potrzebuje, ponieważ
dorobił się już zasłużonego tytułu klasyki


Mgła. Wielkie pustelnicze odkrycie roku 2006. A wszystko to dzięki utworowi "Mdłości", który za setnym puszczeniem w jakimś nośniku zła możnaby nawet nucić idąc ulicą. Teksty
wypełnione są tym, czym przeważnie życie, gdy nie szukamy form samooszukiwawczych. Destrukcja, pustka czyli to, przed czym ucieka większość ludzi, wypełnia liryki owego zespołu. Pozwól dziś odkryć ją także i w sobie!
Dlaczego tylko jeden wpis? Zacząłeś świetnie, w końcu mój punkt widzenia. Szkoda, że nia ma żadnego kontaktu do Ciebie, bo całkiem możliwe, że tego komentarza nie przeczytasz. Ruszaj z tym blogiem!
OdpowiedzUsuńpodpisuje sie pod tym i ja
OdpowiedzUsuńkolejny podpis, choć chyba na marne
OdpowiedzUsuńZaczęło się ciekawie, choć chyba kontynuacji nie będzie. A szkoda.
OdpowiedzUsuń